Z głową pełną marzeń, z indywidualnym pomysłem na życie – urzeczywistniam sny. Potykam się przez niezdarnie stawiane kroki i samodzielnie się podnoszę. Z reguły nieomylna, samowystarczalna – ja. Gdzieś między wszystkim, co dotychczas udało mi się osiągnąć pojawił się ktoś, kto zmienia bieg mojego życia. Bezczelnie, nie pytając mnie o zdanie zmienia moją codzienność, wszystko co moje dzieli na dwoje. W tym wszystkim co nasze nie przestaję być sobą. Jestem jednostką odnajdującą się we wspólnocie.

Jesteśmy drużyną – razem upadamy, spełniamy wspólne marzenia – urzeczywistniamy sny. Od teraz śnimy razem, bliżej niż blisko, z głową wtuloną gdzieś między prawe a lewe ramię – bliżej serduszka.

 Jestem z nim, ale nie jestem jego własnością. Jestem człowiekiem wolnym, posiadającym własne zdanie, człowiekiem, który ma prawo wyboru i, który może się z czymś nie zgadzać (to ostatnie wykorzystuję w nadmiarze, kto ma rację, jeśli nie ja? i dlaczego aż tak się myli?!). Żyję w związku – najszczęśliwszym, jaki można sobie wyobrazić – on – jest moim szczęściem. Ten, który zapobiega kolejnej już histerii w tym tygodniu, który dźwiga torbę przeładowaną książkami (chociaż to takie niemęskie) ten, który jest powodem moich złości i ten, który zalewa mnie morzem miłości. Może nie jestem ideałem (w co szczerze wątpię) i on do nieomylnych nie należy (o – to już jest bardziej prawdopodobne)  – jednak razem nasz niewyjątkowy, omylny, zwyczajny świat wydaje się być taki cudowny. Bez najmniejszego zawahania mogę stwierdzić, że w tym nieidealnym świecie, idealnie się odnaleźliśmy.
 Mam pełną świadomość, że nie jestem szefem tego związku, a szkoda – odpowiedni człowiek, na odpowiednim stanowisku to przecież skarb. Mam jednak Skarb, który mianuję moją prawą ręką i lewym okiem. Jest moim wspólnikiem, życiowym partnerem na dobre i na złe. Żyjemy w zdrowym związku, uczuciowo przywiązani, nie związani -na siłę nikt nas nie zasznurował. Z ciepłej posady rezygnuję – dla wspólnego dobra.
 Związek nasz opiera się na zaufaniu, dużo u nas zdrowego rozsądku, mniej zdrowego jedzenia (coś kosztem czegoś). My, świadomi, dorośli ludzie, decydując się na wspólne życie wybraliśmy wolność, która idzie w parze z miłością. Nie mam tu na myśli wolnych związków polegających na zmianie partnera wraz ze zmianą pogody, nie! Mam na myśli spełnianie siebie w towarzystwie kogoś, kto służy dobrą radą, kogoś, kto daje możliwość własnego wyboru, mimo różnicy zdań. Mam na myśli dążenie do porozumienia, mimo wielu nieporozumień. Mówię o miłości tej prawdziwej – nie uwiązanej, a wolnej, o miłości do drugiej połowy i do siebie. Nie jesteśmy “jedno” – jedność tworzymy,budujemy razem!