W planach go nie było. Właściwie to jedną nogą siedziałam już w innej bajce. Byłam już czyjąś księżniczką i każdego dnia odbierałam kilka, przesłodzonych miłością, wiadomości. Wtedy pojawił się on (nie, nie cały na biało!), a za cel obrał sobie uchronienie mnie przed cukrzycą, którą miały powodować litry lukru, które łykałam w opisywanych we wiadomościach, bajkach.

Ten wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej. Podzieleni na dwa obozy: damski i męski, mieliśmy ruszyć w miasto – hulaj dusza, piekła nie ma! – plotki, tańce i butelka wina (to ostatnie razy trzy), tak mniej więcej wyglądał plan grupy żeńskiej. Się nie udało i oczywiście, że my dwie sierotki postanowiłyśmy upiększyć nieco kobiecym wdziękiem męskie spotkanie. Jakimś cudem znalazłam się w miejscu, które znane było nie z poznawania przyszłych narzeczonych, a z przelanych litrów wódki.

sarbinowo-38

sarbinowo-37

A on siedział taki całkiem trzeźwy, w tym swoim zielonym sweterku, którego założyć już nie wypada, a wyrzucić szkoda i za wszelką cenę starał się opowiadać o rzeczach zbyt poważnych i zbyt mądrych jak na weekend w towarzystwie kolegów zapobiegawczo trzymających miski na kolanach.

sarbinowo-35

sarbinowo-34

Jako jedyny bronił się przed całusem w polik z okazji dnia chłopaka (być może dlatego,  że jako jedyny miał na to jeszcze siłę) i zapewniał, że z kobietami nie ma co, no chyba że na chwilę, na noc, na raz.

mamusia-4

No to jestem: od czterech lat ta sama, na resztę nocy, na zawsze.

Będzie nam bardzo miło jeśli docenisz nadgodziny spędzone na blogu i polubisz lub udostępnisz ten wpis na swoim facebook’u.

Bądź z nami bardziej:
Facebook
Instagram