Z racji tego, że był przy porodzie, to On widział ją jako pierwszy, to On przeciął pępowinę i wreszcie On (po dwugodzinnym kangurowaniu i po pierwszych próbach przystawienia Marii do piersi) wziął Ją na ręce i uparcie doszukiwał się podobieństwa, że niby jaki ojciec, taka córka. Na szczęście spór o podobieństwo trwa nadal, a zdania zarówno bliskich nam osób, jak i tych całkowicie postronnych są podzielone, ale my – matki doskonale wiemy, po kim te nasze dziewczyny odziedziczyły urodę. Całą ciążę powtarza się nam, kobietom, że dziewczynki odbierają urodę, czy to o niczym nie świadczy, się pytam? Czy to nie jest logiczne, że skoro nam te wdzięki ubywają, to córki są wypisz wymaluj matka? Jednak nie o urodzie tym razem, ani nawet o podobieństwie, a o szczególnej więzi łączącej ojca z córką będzie ten wpis. Raz jeszcze podkreślę: o WIĘZI, nie podobieństwie!

Zaczęła się ta ich miłość jeszcze przed pierwszym, donośnym krzykiem, że oto jestem, proszę mnie wielbić”. Początek tej historii sięga dalej, niż upragnione dwie kreski. Początek to właśnie PRAGNIENIE. Od niego wszystko się zaczęło, a potem wcale nie było z górki, było pod górę, a dokładniej na trzecie piętro z podwójnym obciążeniem na rękach. Jak tylko przypomnę sobie, że gość musiał wnieść na TRZECIE piętro, na własnych barkach, matkę-wieloryba, to autentycznie współczuję mu nawet teraz. Wyobrażam sobie tę drogę przez mękę i niekończącą się ilość schodów do pokonania, które, mimo że odliczał w głowie, zdawały się nie mieć końca. Chciałabym napisać Wam, że łączy ich miłość bezwarunkowa, ale byłoby to kłamstwo, ponieważ od samego urodzenia to Maria dyktuje zasady. Od początku jednak uczyli się siebie nawzajem i najprawdopodobniej właśnie to była droga do Jej serca i klucz do sukcesu.

Nie takie przewijanie straszne, jak matka opowiada, no… chyba że z pampersa wylewa się kupa. Nieodporny na wiedzę Tata ćwiczył, pytał, błądził, aż w końcu przerósł mistrza (hahahha, żart! Przecież mamy są niezastąpione), w każdym razie nie trzęsą się gościowi kolana, jak czuje, że najwyższy czas założyć na nos klamerkę i działać. Instrukcja obsługi dziecka opanowana. Ojciec nie jest od kibicowania, a od wychowywania. Nie pomaga, a tak samo, jak mama uczestniczy w życiu dziecka. To właśnie jest miłość.

Kąpiele to od początku był ich czas. W zastępstwie za kąpiele można by tu wpisać jakąkolwiek inną czynność, ważne, że byłaby to chwila wyłącznie dla nich, ich sam na sam, mała randka ojca z córką. To zbliża.

Tata – SUPERbohater. Zawsze w odpowiednim miejscu i we właściwym czasie, no… chyba że akurat się zagapi, ale zbieranie dziecka z podłogi tak, żeby matka nie zauważyła, że coś się stało, wychodzi mu całkiem sprawnie. Gdyby gość miał cyca (jedyny uspokajacz w razie wypadku), matka byłaby zbędna.

Tata – romantyk. Nie ma randki bez Marii ani rocznicy bez dwóch bukietów kwiatów. Od kiedy się pojawiła, w Jego sercu zrobiło się jakby więcej miejsca, dokładnie tyle, by pomieścić dwie kobiety Jego życia.

Nigdzie nie zasypia się tak wygodnie, jak w Jego bezpiecznych ramionach. Potwierdzam – mama.

Mamę ma na co dzień. Mama jest zawsze: na każde zawołanie, na skinięcie paluchem i wtedy, kiedy lepiej byłoby, gdyby nie patrzyła, co się wyprawia. Za to tata…ten to ma wejścia! Jest wtedy, gdy matka jedzie już na oparach cierpliwości, albo wtedy, kiedy znowu czegoś zakazuje. Tata jest spoko. W przeciwieństwie do mamy zgadza się na wszystko. No i jak takiego nie uwielbiać?

To na Jego widok, a właściwie już na dźwięk klucza wkładanego do zamka w drzwiach, Maria piszczy i klaszcze z radości. Taki dźwięk oznacza jedno – tata wraca do domu, a jak powszechnie wiadomo, jest stary, jest impreza. Co tutaj się wyprawia, to Wy dziewczyny nie pytajcie. Tańce, samoloty, gilgotki, a śmiechu przy tym… co niemiara. Uwielbiam ten obrazek, mimo że sprzątania po nich co najmniej na godzinę.

Zazdroszczę Marii TAKIEGO taty i jestem dumna z siebie, ponieważ lepiej wybrać nie mogłam. Czy Wy też wychodzicie z założenia, że fajny tata nie urywa się z choinki? Fajny tata to zasługa świetnego gustu mamy! :)