Jak tak na niego patrzę, to aż serce z żalu pęka. Męska choroba to prawdziwa udręka (zwłaszcza dla kobiety).

Od kataru się nie umiera, a ten udając obłożnie chorego, pokłada się, narzeka, marudzi. Jakie to nieszczęście go spotkało. Wypomina, że drugi raz w tym miesiącu i spojrzenie mordercy kieruję w moją stronę,  jakby to ja była winna. 

Szalika nie nosi, nie dlatego, że nie znosi, ale z lenistwa do szafy nie zajrzy. Gdybym zakopała wełniany w drewnianej, bez dna – kilka lat wstecz, też bym nie nosiła! A nuż znalazłabym coś, czego znaleźć już od dawno nie chcę? 

 Święty Mikołaj z troski o zdrowie jednego z najbardziej nieodpornych na przeziębienia facetów, przyrzekł, że o szaliku postara się pamiętać. Jednak, jeśli buty nie będą wystarczająco dobrze wyszorowane, zamiast prezentu znajdzie rózgę, a ta właściwości leczniczych nie posiada, niestety. 

5 (2)

 Patrzę na niego i chce mi się wrzeszczeć, albo jeszcze lepiej – uciec! Gdzieś, gdzie wiecznego podciągania nosem słyszeć nie będę, a i o chusteczkę prosić (kilka razy na minutę) nikt nie będzie. Sam oczywiście nie czuje się na siłach, aby takową sięgnąć. Co ten katar robi z ludźmi?!

 Irytujący się bólem i irytujący wszystkich z powodu bólu (tak przynajmniej usprawiedliwia upierdliwość) faszeruje się stertą (nie)zbędnych witamin i zasypia tam, gdzie padnie. I nawet przez sen nie przestaje kichać, smarkać i kaszleć. Nawet nie ma co zatykać uszu, zbyt dyskretny to on nie jest, ba – najlepsze nauszniki wymiękają! 

 Nie mam nic przeciwko przeziębionym, szerze im współczuję, bo choroba (nie-choroba) drażni, męczy. Ale mój facet, męczony chorobą, skrupulatnie stara się przelać swą złość na domowników – męczy zrzędzeniem (w najbardziej optymistycznym przypadku, kończy się tylko na zrzędzeniu, a bywa ostro – nie mam tu na myśli walki na noże, ale kto wie, do czego dojdzie, kiedy złapie grypę)!

Mężczyźni chorować nie powinni, zwłaszcza Ci w związku, a mój to przede wszystkim -powinien być okazem zdrowia, chociaż zdrowy to on bywa – okazyjnie!