Przychodzę do Was z dwutygodniowym doświadczeniem, czyli sporo jeszcze przede mną, a ja już mam ochotę nacisnąć przycisk STOP i uciec najdalej jak tylko można. Zapowiadało się sielsko-anielsko: szczegóły ustalać mieliśmy na bieżąco, natomiast wielkie rzeczy miały być poprzedzone dyskusją, nie burzliwą i nie kłótnią, w którą zazwyczaj się jednak przeradzały. Od kłótni do wojny domowej i cichych nocy, i tak wkoło Macieju. Nocy, bo dzień był przecież od ustaleń, czyli był po prostu polem bitwy. Zapewnienia, że ostatnie zdanie należeć będzie do mnie zginęły śmiercią naturalną wraz z wyborem pierwszej farby i (UWAGA!!!) zdjęcia, które ma wisieć w ramce.

Jak już wspominałam tutaj: Malowanie, szlifowanie i inne remontu ciemne strony nadmiar obowiązków, które godzić musimy z pracą i syf, w którym niemalże kopiemy tunele, by przedostać się na drugą stronę pokoju nie motywują do rozmów „o niczym”, a szeptanie romantycznego „srutu-tutu” zagłusza dźwięk wiertarki. Wróć! To była wkrętarka.

Właściwie do każdego dźwięku jestem w stanie się przyzwyczaić, jeżeli sprawca hałasu stosuje się do niżej wymienionych zasad.

wpis-o-remoncie-2

Po pierwsze (i najważniejsze) nie imituje upierdliwego dźwięku porannego budzika w niedzielę o godzinie szóstej z minutami! Wiecie, jak to jest spać na materacu tuż pod oknem i zostać zerwanym z prowizorycznego łóżka przez „majstra”, który wywiercić dziurę musi z samego rana, tuż pod parapetem, pod którym znajduje się twoja pękająca już głowa? Ja wiem i twierdzę, że doświadczenie to powinno być poprzedzone komunikatem „nie próbujcie tego w domach!”.

Druga, równie ważna zasada mówi o tym, żeby wszystkie głośne sprawy przeznaczone na dany dzień, załatwić przed ulubionym serialem ukochanej. Tutaj nie ma wyjątków – baba przegapi serial, a facet przez cały następny dzień ma pod górkę. Pod górę właściwie, bo wyrzutów musi wysłuchać, kolację sam musi sobie podać, a „na łyżeczkę” tego dnia może spać z dwunastoma pannami spoczywającymi w szufladzie tuż obok innych sztućców.

Niestosowanie się do trzeciej zasady daje alibi wszystkim matkom, które podczas remontu nadużyły przemocy.

Matką nie jestem. Wróć! Jestem matką, ale chrzestną. Dotychczas modliłam się tylko o to, by dziecko przebywające na kilkugodzinnej „służbie” u ciotki nie zrobiło kupy. Śmierdząca sprawa – ja wiem – jednak posłuszne dziecko sukcesywnie obowiązkiem zmiany pieluchy, w sytuacji kryzysowej, obarcza matkę biologiczną. Gacie czyste, dziecko szczęśliwe (ciocia jeszcze bardziej), w planach przytulanki, spacer i sen. A w rzeczywistości? Brodaty wuja, na którego widok pielucha robi się cięższa – nie ze śmiechu, ze strachu – i płacz. Ten sam wuja w celu zagłuszenia dziecięcego już nie płaczu, a wrzasku, używa coraz to głośniejszych narzędzi. Z byle narzędziami dziecku godzinę snu zaburzył? Taki jest odważny? Podejmując wyzwanie „kto głośniej?”, dziecko, koncertuje nieprzerwanie, nie oszczędzając przy tym strun głosowych, przez kolejny kwadrans. Nierówny pojedynek (jedno dziecko vs kupa narzędzi) kończy zmęczenie, później, przerywany odgłosami remontu, sen.

Jedno śpi (uff). Drugie koncertuje w pojedynkę od czasu do czasu zmieniając narzędzie w celu urozmaicenia koncertu słuchaczom. Ja w tym czasie z narzędziem zbrodni w ręku błagam w myślach, by nie pojawiał się w zasięgu mojego wzroku przynajmniej przez najbliższy tydzień.

wpis-o-remocie

Będzie nam bardzo miło jeśli docenisz nadgodziny spędzone na blogu i udostępnisz post na swoim facebook’u.

Bądź z nami bardziej:
Facebook
Instagram