Legendy o nim krążyły takie, że smok wawelski się chowa. Gdzieś między studniówką a maturą zaczynasz odliczać sekundy, bo doczekać się nie możesz. Uczelnia – rok pierwszy. Czy Ty też zauważyłeś, że szumnie zwane życie – życiem studenckim, zmarło?

Zaginęło bezpowrotnie gdzieś między jednym a drugim kierunkiem. Poszło w odstawkę na rzecz byle jakiej pracy, za równie byle jakie pieniądze. Gdzie jesteś – obiecane?

 Chęć finansowej niezależności zdecydowała- studia niestacjonarne. Ich kierunek, rzecz jasna, wybrałam świadomie (no…powiedzmy). Ale są ludzie, których znam osobiście, a nawet widuję ( gdzieś między jedną a drugą pracą, między dodatkowymi godzinami i stertą nieprzeczytanych jeszcze książek) czyt. bardzo rzadko i z całą pewnością na przykładzie swoim jak i wyżej wymienionych – stwierdzam, że tak długo wyczekiwane, błogie NICnierobienie – nie istnieje. Ej maturzysto – nawet się nie łudź, po co rozczarowywać się tak na starcie? Jogurt raz w tygodniu, woda z kranu i dawaj na wykłady – gdzieś przecież musisz się wyspać, a skoro na czynsz zawsze brakuje, to nieco ponad godzinna drzemka – niczym zbawienie dla Twej, spragnionej snu, duszy.
12011580_414266028763972_1199580592_o

Legendarnych bohaterów powszechnie znanych mitów spotykam rzadziej niż rzadko, a i Ci pseudo niezłomni giną szybciej niż niejeden gatunek zwierząt będących na wymarciu. Garstka, która broni się rękoma i nogami najczęściej obie ręce wyciąga w stronę rodzinnego portfela i niezbędnych w studenckiej egzystencji – słoiczków. Czymże byłoby życie bez takowych po piętnastej imprezie w ciągu tygodnia, po wydanych pieniądzach tuż po imprezie trzeciej i kacu jak z Poznania do Krakowa w trakcie imprezy pierwszej?! Życiodajne słoiki – jako tako funkcjonują, ba sama czasem podbieram buraczki, bo nigdzie nie smakują tak, jak u mamy (a zwłaszcza mojej <3)!

 Rzucić ich na rzecz pracy – nie możesz, bo i pracy bez nich najlepszej nie dostaniesz. Zawalić nie bardzo, bo wieczny student, to właściwie zawód nieopłacalny. A więc zapomnijmy o istniejącym gdzieś bliżej epoki, w której między studentami, po szkolnych korytarzach poruszały dinozaury, podciągnijmy rękawy i przeplatajmy wykłady pracą. Przecież bułki na tydzień  nie podzielisz, chyba?