Miało być ostre ciecie, a właściwie cesarskie cięcie. Bolesna w skutkach operacja, która może utrudnić karmienie piersią. Czyli pozbawiona nadziei na poród naturalny, żyłam ze świadomością, że z rozhuśtaniem laktacji właściwie wcale nie musi pójść jak po maśle. Postanowiłam wziąć byka za rogi. Czytałam, szukałam, pytałam, ale ile kobiet tyle historii. Wiedziałam jednak, że wiedza teoretyczna może mi wyłącznie pomóc, a na pewno nie zaszkodzi.


„Pani Nowak, proszę na porodówkę”. Postawiono mnie przed faktem dokonanym. Przygotowywana do cięcia cesarskiego od kilku ładnych miesięcy na salę porodową szłam jak na ścięcie. Uczucia, które mi towarzyszyły to przede wszystkim strach i niepewność, a myśli, którymi zaprzątałam sobie w tamtym momencie głowę, skupione były wokół wody (nie wokół wód, które odeszły mi kilka godzin wstecz), a wokół niegazowanej, którą przecież miał spakować, wtedy jeszcze przyszły ojciec, a której nie ma.

Jak się później okazało poród naturalny, mimo że bolesny jak cholera, jest najpiękniejszą rzeczą, jaką dane mi było w życiu doświadczyć. (Link do wpisu o porodzie – klik)

Czy poród siłami natury ułatwił mi karmienie? NA PEWNO!

Pierwsze karmienie.
11 grudnia ubiegłego roku, godzina 14.20 to wtedy przyszła na świat Marysia i zaraz po tym, jak nakrzyczała na wszystkich zgromadzonych, przystawiona została do piersi. I tak zaczęła się nasza droga mleczna, mimo że nie zawsze usłana różami, to najpiękniejsza…

Mama bohater, czyli o tym, że zagroziłam przeprowadzką, jeśli ktokolwiek odważy się przynieść do domu mleko modyfikowane.
Wszyscy wiedzieli lepiej, a ja „niedoświadczona gówniara” miałam czelność posłuchać własnej intuicji. W głowie, jak mantrę, bez przerwy powtarzałam sobie ‘ robisz to dobrze, You go, girl’, słuchałam złotych rad jednym uchem, a drugim wypuszczałam. Na szczęście robiłam swoje.

Cycek nie kran, mleko nie woda.
Sprzeciwiłam się razy milion, dlatego nadal karmię. Moje mleko jest cenniejsze niż wszystkie mieszanki świata razem wzięte, choćby doświadczone babcie twierdziły inaczej. Ku wielkiemu zdziwieniu „wszechwiedzących” nie dokonam cudu na miarę Kany Galilejskiej i nie zamienię mleka w wodę. Będę karmiła tym samym, wartościowym tak samo, jak wcześniej, pokarmem.

Uczulenie na oksytocynę.
Zasięgnęłam porady lekarza, zamiast słuchać wszystkich wkoło i ciągle karmię.
Uczulenie na oksytocynę – wygogluj to sobie i uwierz mi na słowo, że ospa przy tym to pikuś… Pan pikuś. Swędziało tak bardzo, że wyłam, a każde karmienie pogarszało objawy, bo wiadomo – oksytocyna miała wtedy pole do popisu (hormon, który powoduje, że mleko wypływa z piersi). Zgodnie z zaleceniem lekarza, matka karmiąca, w takiej sytuacji może ratować się wapnem lub odstawić dziecko na kilka dni od piersi (to była dla mnie ostateczność, której właściwie nie brałam pod uwagę – wiedziałam, że dam radę). Czyli tak naprawdę miałam związane ręce, bo umówmy się, wapno, w tym przypadku działało tak samo, jak plaster na biegunkę – wcale. Na samą myśl, że uczulenie na oksytocynę może zmusić mnie do przestawienia dziecka na butlę, miałam łzy w oczach. Czułam, że każdy chce wcisnąć mi mieszankę na siłę, zamiast spróbować pomóc. Zawzięłam się. „Byle kropki nie będą decydować o tym, kiedy zakończy się nasza mleczna przygoda, będę karmić, choćbym miała się zadrapać”, postanowiłam. Sama znalazłam lekarza, który mi pomógł. Sama zdecydowałam, że się nie poddam. Znowu miałam rację. Po około dwóch tygodniach (prawdopodobnie najdłuższych w moim życiu) wszystko zaczęło wracać do normy.

Rączki w buzi?! O nie!!! Może spróbujesz dokarmiać butlą?
Nie dokarmiam, a mimo to nie głodzę. Dziecko, które wkłada rączki lub przedmioty do buzi to niekoniecznie głodne dziecko. To właśnie za pomocą rąk i buzi dziecko poznaje świat. Ja to wiem i Ty to wiesz, ale weź to wytłumacz babci!

Piętnaście minut karmienia jedną piersią i piętnaście drugą co dwie lub trzy godziny?
Bywało na odwrót, ale i z tym sobie poradziłyśmy.

Karmię wszędzie.
Karmię w miejscach publicznych i nie mam z tym absolutnie żadnego problemu. Zdarzyło nam się nawet w Tesco między alejkami!

„Mania ma prawie 8 miesięcy, a Ty jeszcze karmisz?”
Jak długo zamierzam karmić piersią?
Nie wyznaczam sobie deadline’ów – zgodnie z wytycznymi WHO karmienie piersią do 2 roku życia i dłużej jest spoko. Osobiście planuję karmić Marysię tak długo, jak tylko się da.

Nie obyło się bez łez i bez bólu też nie, ale było warto.
Bo karmie wyłącznie dobrem. Moim zdaniem karmienie piersią ma tylko zalety i należy do najwygodniejszych. A czego życzę każdej mamie? Żeby się nie poddawała!

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie nam bardzo miło, jeśli go udostępnisz na swoim Facebooku :)!