Pomysł na prezent – randka we Wrocławiu

Jest okazja, są prezenty, wiadomo. Wiadomo też, że część osób, aby uniknąć powszechnie znanego upominku z serii „jak kulą w płot”, po prostu zapyta co chciałbyś lub chciałabyś dostać, ewentualnie upewni się, że jego pomysł na idealny dla Ciebie prezent, jest rzeczywiście trafiony. A Ty? Jak zwykle odpowiesz, że nie chcesz nic, czy na poczekaniu wymyślisz coś, co nie nadszarpnie budżetu gościa?

Jak już pewnie wiecie – zestarzałam się. Od zawsze na pytanie „co byś chciała” uprzejmie odpowiadałam, że nic i to nic zazwyczaj muszę upychać na samym dnie szafy, po pierwsze: żeby nie ujrzało światła dziennego, po drugie: żeby nie obrazić obdarowującego. Chomikuję więc te kurzołapy i inne przydasie, bo a nuż będzie trzeba ugościć obdarowującego, a wiadomo, że gość w dom, to przydasie od niego na stół. Dość.

W tym roku zażyczyłam sobie czas w prezencie i mianuje go najbardziej trafionym prezentem ever. W ferworze walki często czas dla nas, to chwile pomiędzy myciem naczyń a wieszaniem prania, ewentualnie kilkuminutowe przerwy w obowiązkach domowych na całusa w czoło. Tak nam mija życie, za szybko, a urodziny to wręcz idealny pretekst do wciśnięcia przycisku stop. Rzucamy więc wszystko i wyjeżdżamy do Wrocławia.

Pewnie szczęki Wam poopadają, jak powiem Wam, że to był nasz pierwszy raz we Wrocławiu? Nie pierwszy wspólny, w ogóle pierwszy. Wcześniej się nie złożyło. Jak był czas to nie było możliwości, jak pojawiła się okazja to czasu zabrakło i tak w koło Macieju.

Jaki jest Wrocław na pierwszy rzut oka? Kolorowy.

Dzień pierwszy, czyli rozpoznanie terenu.
Pojechaliśmy z zamiarem wyciśnięcia z tego weekendu ile się da – a co! – jak brać to garściami. I już pierwszego dnia zderzyliśmy się z rzeczywistością (a właściwie z pogodą), bo jedyne co zdążyliśmy, to kilkunastominutowy spacer po rynku.
Za to drugiego dnia już z samego rana wyruszyliśmy w nieznane i kolejno odhaczaliśmy punkty z naszej listy must see.

A Wrocław? Się spieszy i nie wiem, czy to życie we Wrocławiu tak pędzi, czy my na weekend zwolniliśmy. We Wrocławiu kwitnie miłość (i nie mam tu na myśli serialu Pierwsza miłość), bo daje czas na trzymanie się za ręce i wyjadanie deseru z nieswojego talerza. Wrocław to widoki. To podziwianie miasta nocą z wieży Sky Tower i Mostek Pokutnic -balkon na świat umożliwiający podziwianie rynku (tutaj patrzyłam na Was z góry, co jest rzadkością, bo wiecie – patrzę z dołu ;)). Wrocław to krasnale. Wrocław to my i wszystkie wspomnienia, które tam zostawiliśmy.

Dwudniową randkę we Wrocławiu, zamiast kolejnych egzemplarzy niechcianej kolekcji, polecam.

Bądź z nami bardziej:
FACEBOOK
INSTAGRAM

 

13 myśli nt. „Pomysł na prezent – randka we Wrocławiu

  1. Haha, chyba wiem, co poczuliście. Nasza ostatnia randka we Wrocławiu też nieco skiepściła się z powodu warunków pogodowych – tak pizgało złem, że mało głowy nie urwało. W takich warunkach ciężko być romantykiem 😉 Wtedy najlepiej zaszyć się w jakiejś knajpce i cieszyć się własnym towarzystwem oraz dobrym winem!

  2. Ja jestem z Leszna, tutaj na randkę np. chodzi się do tunelu aerodynamicznego, bo to taka najmniej banalna propozycja. No ale Wrocław moim zdaniem jest miastem miłości, bo macie malowniczy rynek i można sobie przywiesić kłódeczkę w ramach wyznania miłości. I te wszechobecne krasnale po prostu rewelacja 🙂

  3. Kamieniczki na Rynku faktycznie mamy kolorowe i ładnie się prezentujące, a widoki ze Sky Tower, szczególnie te nocne, potrafią oczarować. Czy kolekcja kłódek na Moście Tumskim powiększyła się o Waszą? 😉

  4. Wrocław, jedno z piękniejszych miast w Polsce! Ale krasnale, to nie tylko tam mają, w Łodzi małe skurczybyki pilnują niejednej bramy. 😉

    Pozdrawiam,
    Damian

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *