Z powodu bezsilności i nagromadzenia przykrych zdarzeń, podejmuję najgorszą z możliwych decyzji.

Jestem tchórzem, przyznaję się bez bicia i uciekam dalej niż pieprz rośnie – tam, gdzie problemy pozornie nie dosięgają. Pochopnie podjętej, nieprzemyślanej – żałuję od razu. Wracam, gdzie moje miejsce, jeszcze szybciej niż wyszłam.

          Obiecuję sobie, że już nigdy nie zdecyduję, zanim nie pomyślę. Warto myśleć przed zrobieniem największej na świecie głupoty. Czasami straty są kolosalne – nie mam tu na myśli spalonych ziemniaków (jednak obiad musiał być okropny).

     Moje miejsce na ziemi to mój (nasz!) dom. Zawsze będę tu wracać z uśmiechem na twarzy. O ostatnich dwóch tygodniach zapominam i włączam w życie samo-naprawę. Mam w sobie więcej siły niż niejeden, wytrenowany zawodnik. Na siłownie nie chodzę i ciężarów podnosić nie mam zamiaru, ale będę walczyć – o lepszą siebie i szczęśliwe jutro, OD JUŻ!