Moja codzienność składa się tylko z dwóch etapów, a właściwie aż z dwóch. Pierwszy (ten gorszy) rozpoczyna najgorszy na świecie, ale jakże skuteczny dźwięk budzika. Swoją drogą dość niehumanitarne są pobudki po godzinie piątej rano, dlatego skutecznie przeciągam drzemkę o minut kilka i namawiam do prasowania kogoś, kto mógłby w tym czasie spać, ale nie ma wyboru – musi mnie wyręczyć.

W końcu nas niezastąpionych jest bardzo mało i na spóźnienie pozwolić sobie nie mogę! Do pomocy się nie kwapi, o nie – pięć minut przed wyjściem z grymasem na twarzy, przed którym chowam się w toalecie, zwleka się z łóżka i podąża w stronę żelazka. Nierzadko czynność, którą nazywa prasowaniem, przeciąga, mimo że prasuje sweterek omijając rękawy. Jak zwykle – wszystko muszę robić sama, obrażona na cały świat wyżywam się na niewinnej odzieży i prasuję niedoprasowane.

W drodze do pracy myślę wyłącznie o tym, o ile decybeli przekroczymy normę i jak bardzo będzie bolała mnie głowa po przyjściu do domu. Sama nie wiem, czy jest to powód do zmartwień, bo pękająca głowa jest wprost idealną wymówką prowadzącą do łóżka tuż po obiedzie. Przecież każdy rozsądny człowiek nie wyznaje zasady – najpierw obowiązki potem przyjemności – zdecydowana większość rozumuje ową mądrość odwrotnie – do tej większości należę i ja. Czasem po prostu nie warto wybiegać przed szereg, a skoro do biegania zamiłowania nie posiadam, to po cóż się tak trudzić?! Obowiązki odkładam więc na następny dzień – codziennie.

Hałas jest właściwie nieodłącznym elementem mojego dnia. Są dwie takie, które limit tygodniowy wykorzystują w godzinę. Denerwujące? Ależ skąd – można się przyzwyczaić, mimo że krótko to nie trwa z czasem przychodzi ten błogi stan, w którym myślisz sobie – a drzyj się, ile wlezie, zaraz gardło zacznie Cię boleć i będzie święty spokój!

Spokój?! Święty?! Masz, co chciałaś, dwutygodniowa grypa jak na zawołanie. A bolące gardło? – Myliłaś się ciociu, ono absolutnie nie przeszkadza w przekrzykiwaniu się, kłóceniu i śpiewaniu – niekoniecznie ludzkim głosem. Mniej więcej po trzecim dniu zaczynasz tęsknić za wczesnym wstawaniem i szykowaniem się do przedszkola, marzysz, aby znów zobaczyć zbawienny, szkolny autobus i mieć swój święty, wymarzony, chociaż na chwilę.

 Drugi etap hałaśliwego dnia? – nie pamiętam, odsypiam… przy włączonym telewizorze, przy psie, który właściwie nie przestaje szczekać i kilku innych niekoniecznie cichych współlokatorach. Choćby było tak głośno, że własne myśli byłoby ciężko usłyszeć, to wiedz, że może być gorzej – doświadczyłam, nie polecam!