Nie jestem sama, ba –  zapewne jest nas tysiące. Tysiące ludzi pokrzywdzonych przez los, narodzonych w nieodpowiednim czasie. Tak – mam pretensje, nie do siebie, bo osobiście daty urodzenia wybrać nie mogłam, widocznie nie było mi dane. Mam pretensje do rodziców, którzy ponoszą całkowitą odpowiedzialność za moją krzywdę! ( no mamoooo!)

Wystarczyło kilka dni, tydzień niecały, abym mogła żyć normalnie. Banalne kilka dni mogło uratować mnie przed wiecznym narzekaniem. Tak – narzekam i marudzę z powodu nieodpowiedniej daty narodzin – niby błahostka, ale ma niemały wpływ na życie człowieka. 

Na przykład w zeszłym roku urodzin nie obchodziłam. Walentynki spędzone w kinie, zakończone kolacją w rodzinnym gronie – to tak naprawdę dwa święta obchodzone za jednym zamachem – bez rozmachu, bez szału. Połączmy przyjemne z pożytecznym, a co! Nie dość, że taniej, to i czasu mniej zmarnujemy, a tego to w nadmiarze przecież nie mamy, nikt nie ma. Racja – z czasem nam się nie przelewa, ale do cholery – urodziny mam raz w roku i niekoniecznie chcę spędzać je w słodko – pierdzącym klimacie walentynek, gdzieś między smyrającymi się nastolatkami. Chcę, aby to był mój dzień – odrębny, jedyny, wyjątkowy!

Jest nas czworo, a pech chciał, że to właśnie ja wyskoczyłam jak przysłowiowy Filip z konopi. Do dnia dzisiejszego skazana jestem na otrzymywanie jednego prezentu na dwie okazje. Dzięki Bogu – Walentynę sobie podarowali, bo co jak co, ale skrzywdzenia takim imieniem, bym nie przeżyła. (Walentyna – serio?!) 

5

7

Łączę się w bólu z wszystkim, którzy podzielają mój los i współczuję tym, którzy wstrzelili się w okres świąt Bożego Narodzenia – tym to musi być przykro! 

A skoro strajkowanie w ostatnim czasie jest tak popularne to i ja – PROTESTUJĘ – żądam urodzin. Po dwudziestu (prawie dwóch) latach mam do tego prawo!