Nie kobieta, nie pracownica, a już na pewno nie idealna pani domu. Wyłącznie matka. Bez planów na przyszłość, aktualnie zagubiona gdzieś między stertą pieluch do wyprasowania a górą naczyń, która ani myśli, żeby sama się pozmywać lub przynajmniej pozbijać (cokolwiek, byleby nie straszyła).

Przyznaję się – macierzyństwo pochłonęło mnie w stu procentach. Owszem, jako matka jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi, ale nie jestem szczęśliwa jako człowiek. W całym tym szczęściu, którego doświadczam na co dzień dzięki własnemu dziecku, kompletnie zapomniałam o sobie i o tym, że mimo iż macierzyński pod tą samą palmą, co urlop nawet nie leżał, muszę wykraść cenne sekundy tylko dla siebie. Muszę, bo się uduszę.

Być mamą jest najpiękniej, bezdyskusyjnie. Jednak w byciu WYŁĄCZNIE matką, można się zatracić.

Osobiście doszłam do stanu, w którym jedynym motywatorem do wciągnięcia (proszę mi tu ze ściągnięciem czasem nie pomylić!) spodni był fakt, że czekam na kuriera. A i ten moją piżamę nie raz oglądał. O makijażu zapomniałam już dawno, a kiedy w trakcie przygotowywania obiadu okazało się, że (o zgrozo!) brakuje mi jakiegoś produktu, a na pomoc chłopca na posyłki tudzież na łaskę narzeczonego, nie mam co liczyć, zakrywałam twarz okularami. Ech, te jarzeniówki w warzywniaku…
Po minie troskliwej, ale nie wścibskiej, Pani z warzywniaka wnioskuję, że rozumie, narzeczony nie miał wyjścia, więc się przyzwyczaił, a ja? Ja nie na wybieg, tylko do garów. Ani wytuszowane rzęsy, ani czerwone usta pomidorowej za mnie nie ugotują. Moja kondycja? Leży na tapczanie z tabliczką czekolady i woła o pomstę do nieba. Tak. Ostatni wysiłek fizyczny, na który się szarpnęłam, miał miejsce na porodówce. Nigdzie mi się nie spieszy, więc nie biegnę. Logiczne, prawda?

I przyszedł taki moment (na szczęście!), kiedy przestałam odliczać czas do kolejnej drzemki dziecka, żeby móc w końcu  skorzystać z toalety. Matka nawet najbardziej absorbującego dziecka ma prawo żyć i z owego prawa zamierzam zacząć korzystać. Jasne, że nie zamknę dziecka w kojcu, którego nie mam i nie skoczę w tym czasie na zakupy do pobliskiego szmateksu. Chcę jednak, metodą małych kroczków, uczyć dziecko, że świat nie kończy się na maminej spódnicy.

Aktualnie wynegocjowałam czterdzieści minut na bieganie. Nie dużo? Dla mnie to wieczność! Nie dla kondycji biegam i nie dla zrzucenia zbędnych kilogramów (chociaż przyznaję, że owe skutki uboczne absolutnie mi nie przeszkadzają). Biegam, by zrehabilitować swój umysł, a uwierzcie, że po sześciu miesiącach siedzenia w domu wyłącznie z dzieckiem jest co rehabilitować.
Bieganie to dopiero początek nowości, które wprowadzam w życie. O prawdziwej rewolucji już niedługo…

Jeśli i Ty żonglujesz cennymi godzinami między spędzaniem czasu z dzieckiem a odgruzowywaniem mieszkania, błagam, zwolnij. Zepchnij syf z kanapy na podłogę i z nogami wyciągniętymi wzdłuż stołu delektuj się gorącą kawą. Z tego, co się orientuję w regulaminie dotyczącym bycia matką, w punkcie pierwszym, pod tytułem “MUSISZ”, istnieje jeszcze gwiazdka. Drobnym druczkiem, na szarym końcu, ale dopisano “…jednak jeśli czujesz, że już nie możesz, to odpuść”. Dziewczyny, nauczmy się odpuszczać!

Zostawiam Wam gotowy przepis na to, jak wygospodarować odrobinę czasu dla siebie. Wiecie, co robić!

1. ZORGANIZUJ CZAS DLA SIEBIE, ZNAJDŹ ODSKOCZNIĘ OD SZAREJ RZECZYWISTOŚCI
Babcia ma dziś wolne? Świetnie się składa, bo właśnie umówiłam Cię na godzinę sam na sam ze sobą! Pomaluj paznokcie, wyjdź na miasto, obejrzyj serial lub wynudź się za wszystkie czasy. Jest tylko jeden warunek…na ten czas masz absolutny zakaz myślenia o tym, jak domownicy radzą sobie bez Ciebie. Radzą sobie i to jest najważniejsze.

2. PROŚ O POMOC
Serio. Wiesz, że Twój facet prawie tak samo dobrze, jak Ty potrafi zmienić dziecku pieluchę? Jeśli nie, to daj mu szansę, a oboje przekonacie się, że zarówno pozwalanie na wyręczanie się w podstawowych czynnościach związanych z opieką nad dzieckiem, jak i samo ich wykonywanie, to rzeczy banalnie proste, a niesamowicie ważne.
P.S. Do zapamiętania, do zapisania na lodówce: PROSZĄC O POMOC NIE PRZESTAJESZ BYĆ SIŁACZKĄ!

3. OBOWIĄZKI DOMOWE, TO NIE TYLKO OBOWIĄZKI MATKI
Deleguj robotę innym i ciesz się chwilą wolnego.

4. ŚPIJ, JEŚLI MOŻESZ
Nie każę Ci teraz odłożyć życia na jutro, które swoją drogą nigdy nie nadejdzie, tylko po to, by podczas każdej drzemki dziecka odsypiać nieprzespane godziny, o nie! Ale raz kiedyś (lepiej częściej niż za rzadko) jedną małą drzemeczkę możesz sobie uciąć. Głodnemu jak wilk, Ojcu malucha, który wróci po ciężkim dniu z pracy, wypomnij wtedy te ziemniaki, które miał przynieść wczoraj z piwnicy i usprawiedliwienie gotowe. No, to ja Ci gotową wymówkę serwuję na talerzu, a Ty obiecaj, że dziś odpoczniesz. Umowa?

5. NIE WSTYDŹ SIĘ TEGO, ŻE SOBIE NIE RADZISZ
Większość obowiązków spoczywa na Twoich barkach, jesteś przepracowana, zmęczona i po ludzku masz wszystkiego dość? Jest nas więcej! Śmiało mów o tym, co Cię przerasta i…patrz punkt 2!

Dziewczyny, Kobiety, Matki…dajcie znać, jak Wy ogarniacie dom, pracę, rodzinę… i jakim cudem robicie to wszystko mając do dyspozycji dobę tak samo długą, jak reszta świata. No jak?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie nam bardzo miło, jeśli go udostępnisz na swoim Facebooku :)!