Złośliwa kłótnica i prowokujący krzykacz – mieszanka wybuchowa zamknięta w czterech ścianach – huk gwarantowany.

Droczymy się, dokuczamy sobie nawzajem – raczej na żarty, rzadko na serio. Z charakterkiem nieugiętej i obrażalskiej ciężko wytrzymać, ba ciężko mi czasem samej ze sobą. Raz podpadniesz i koniec, umarł w butach. 

          Zawsze spotykamy się w połowie. Gdzieś miedzy jego a moją racją, zazwyczaj bliżej mojej,  znajdujemy wspólną. Kompromis -to jego ulubione słowo, w momencie, kiedy nie może pogodzić się z moją decyzją.  

3 (3)

          Kręcę nosem na większość jego zwariowanych pomysłów. Nieugięta rzadko wyrażam zgodę na którykolwiek, w zanadrzu jednak nie mam żadnej propozycji. Na siłę staram się wymyślić cokolwiek – mam. Przeciętny, zwyczajny, dość nudny. Spotkanie się w połowie w tej sytuacji jest koniecznością – obydwoje nie mamy zamiaru się nudzić, a i na skakanie z dachu najwyższego wieżowca, zdecydowanie zbyt wcześnie. Mamy garść wspólnych pomysłów, razem wybieramy ten, na który w danej chwili mamy ochotę. 

Zgodni jesteśmy w wielu kwestiach – lody czekoladowe, zawsze na tak! 

          Mimo różnych spojrzeń, odmiennych pomysłów i drobnych zgrzytów – jesteśmy we wszystkim razem, czasem na zmianę, nierzadko w połowie, najważniejsze, że MY. Zgadzam się czasem na skrajne głupoty, spowodowane jest to jednak jego urokiem osobistym i nieugiętością, a najbardziej miłością. Miłość usprawiedliwia.

          Jego cierpliwość powinna być wynagrodzona błogosławieństwem. Zasługuje na to całkowicie, ta sprawa akurat nie podlega żadnej dyskusji. Błogosławiony i mój -cały, nie w połowie.