Nawiązując do cytatu z mojej ukochanej bajki, w okresie jesienno-zimowym, jestem trochę jak cebula. Cebula ma warstwy i ja, i sporo innych kobiet zapewne też, zimą mamy warstwy. Nie, nie warstwy tłuszczu, chudzinki my najpiękniejsze(!), WARSTWY UBRAŃ na sobie. I nie – nie jesteśmy jak ogry – jesteśmy jak CEBULA.

Priorytety przy wyborze stylizacji na nadmorski spacer miałam dwa: po pierwsze (i najważniejsze) nie zamarznąć, po drugie (i równie ważne) w razie szczękania zębami  – dorzucić do stroju „na cebulkę” kolejną warstwę i wyglądać w miarę wyjściowo. Zaczęłam więc od koszuli i ramoneski, a skończyłam na koszuli, swetrze, ramonsece i męskim szalu, i tę drugą opcję polubiłam zdecydowanie bardziej.

 

Zdecydowanie należę do gatunku ciepłolubnych, tak więc, w torbie bez dna (są tu jacyś panowie? Jeśli tak: torebka damska bez względu na to czy jest kopertówką, czy wydaje się być większa niż reklamówka z Biedronki, mieści nieskończenie wiele zbędnych* przedmiotów, a w razie potrzeby pomieści drugie tyle) ukrywam dwie pary rękawiczek: te ciepłe, wełniane i skórzane, zwane wyjściowymi. Pierwsze macie okazję zobaczyć na zdjęciach, drugich natomiast nie wyciągam. Dlaczego? Patrz początek pierwszego zdania, akapit numer trzy.

Prowokuję do rycerskiego zachowania mojego narzeczonego i proszę, by w imię miłości,  oddał mi swój szal. Ty też uważasz, że męskie koszulki, bluzy i szale produkowane są z myślą o nas, kobietach? Nie dość, że wyglądamy w nich uroczo, to i ciepła dają jakby podwójną porcję. Piona dla wszystkich tych, które męskich ubrań używają zamiast koca, koszuli nocnej czy fartucha!

Następny był sweter. Osobisty. W osobistej torbie targany.
Potem było już tylko cieplej i cieplej.
Uwielbiam stylizacje, które tworzą się same.

*niezbędnych!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

czapka – house; szal, koszula, spodnie, torba – reserved;  ramoneska – CARRY

Możecie znaleźć nas też tutaj:
Facebook
Instagram