Późne popołudnie – po męczącym, zapracowanym dniu postanowiłam uciąć sobie krótką drzemką. Błogi sen przerywa jednak specyficzna myśl – mam ogromną ochotę na lody (czekoladowe rzecz jasna).

Zaraz pójdzie do sklepu – złożył obietnicę, której oczywiście nie dotrzymał. Marudzę, przypominam, ale nie – widocznie nie ma zamiaru ruszyć tyłka i pójść po pyszności. Obrażona ja – też nie chcę wychodzić z domu i ze względu na niesprzyjającą temperaturę wyganiam mojego, nieposłusznego. 

          Tuż przed godziną 22. – wyskakujemy na sekund kilka, by przewieźć niezbędny drobiazg z mojego rodzinnego do aktualnego miejsca zamieszkania. O to, czy mam jeszcze ochotę na lody zapytał co najmniej dwukrotnie. Oczywiście, że mam, ale przecież się nie przyznam – skoro nie spełnił mojej prośby w odpowiednim – ustalonym przeze mnie czasie. Rezygnuję z zachcianki, która powoli zmienia się w kaprys (ale spokojnie – tylko na małą chwilę). Po powrocie do domu robię mu wyrzuty – jak on, mężczyzna mój, życiowy partner, śmiał nie pójść po lody – DLA MNIE! 

 – Kochanie, przecież powiedziałaś, że już nie chcesz – odpowiedział zmieszany niesłusznymi pretensjami. Jaki on jest niedomyślny! – złoszczę się i burczę pod nosem. Osobiście ubieram buty, zakładam płaszcz i najcieplejszy szalik, jaki tylko znajduję, i wyruszam w drogę. Na dworze – lodowato i ciemno. Mimo braku realnego zagrożenia, rozglądam się dookoła – tak na wszelki wypadek ( a nuż się ruszył i pobiegnie za mną – tak po prostu, z troski). Marzenia ściętej głowy – tłumaczę sama sobie i nadzieje porzucam po kilkuminutowej, samotnej wędrówce. Na złość – idę drogą okrężną, zaglądam tu i ówdzie – żeby się przywitać, przedłużyć wyjście. Kiedy ręce mimo białych, wełnianych rękawiczek, zamieniają się w sople lodu, wchodzę do całodobowego i kupuję czekoladowe, które jeszcze bardziej zamrażają moje dłonie (bo o siatce to nie łaska pamiętać!). Po powrocie, niezbyt delikatnie chowam (wrzucam) lody do zamrażarki, bo na noc opychać się nie wypada!

Kobiece zachcianki – czy po dwóch latach związku, nie mógłby się w końcu przyzwyczaić? 

Smakołyki odkładamy na następny dzień, przekonani, że przygotowane wspólnie będą smakować podwójnie dobrze!

P.S. Dobrze czasem ochłonąć, nawet jeśli mróz szczypie w uszy!