Imię dla dziecka. Jak i dlaczego będzie miała na imię nasza Córka?

Wybór imienia dla dziecka to jedna z trudniejszych decyzji, jaką przyszło nam podjąć przed narodzinami naszego Maluszka. Lawirowaliśmy gdzieś między imionami, które podobały nam się od zawsze, imionami „na czasie” i tymi, które ku uciesze drugiej połowy byliśmy w stanie przełknąć i zaakceptować, by w końcu wylądować przy tym jednym jedynym, ostatecznym.

Imprezujące w rytm muzyki techno hormony przyszłej matki nie ułatwiały i tak trudnego zadania, tak więc pierwsze dylematy przyszłych rodziców  – czas start.

Całymi dniami przekopywałam Internety w poszukiwaniu idealnych imion (wersji męskiej i żeńskiej) tylko po to, by usłyszeć, że imię to my wybierzemy, ale jak już poznamy płeć Maluszka, bo to przecież o połowę kłótni mniej. Albo… że Jego znajomy miał kiedyś kolegę o imieniu X (X czyt. aktualnie moim ulubionym), a ten wycierał gluty w rękaw. Co jak co, ale Jego dziecko nie może mu się kojarzyć z kolegą tamtego kolegi i z tym zagluconym rękawem – no way!
W tym momencie zorientowaliśmy się, jak wielu osób nie lubimy oraz, że raz przyklejona łata do danego imienia zostaje przy nim na zawsze i żaden boski Arkadiusz nie wyprze z pamięci Arka z glutem – nie ma przebacz.

Pomysłami na imię dla Maluszka sypałam jak z rękawa zdecydowanie częściej niż WINIARY pomysłami na obiad, a mimo to miałam nieodparte wrażenie, że jestem skazana na samotność w poszukiwaniach. On niczym sąd ostateczny raz po raz wychylał głowę znad komputera z coraz bardziej zgorszoną miną, by dać mi do zrozumienia, że przeszkadzam mu w grze i, że to imię jest jeszcze bardziej beznadziejne niż kilka poprzednich, którymi go zarzuciłam.

I przyszedł taki dzień (nareszcie), że Jego mina była nieco mniej skwaszona, i przyznał (bez bicia!), że z wszystkich imion, które wybrałam to jedno jest w stanie zaakceptować, mimo że w rodzinie był już taki jeden, któremu na drugie było Antek i nie do końca gościowi życie wyszło.

Już mieliśmy zakopać topór wojenny i wszystkie inne ostre narzędzia, które przyszła matka miała w zanadrzu też, ale właśnie wtedy okazało się, że w będziemy rodzicami DZIEWCZYNKI…

ARE YOU FUCKING KIDDING ME? Tak. W obliczu kolejnych poszukiwań towarzyszyły nam miny niczym z popularnego memu.

Imiona, które jednego dnia uważaliśmy za najpiękniejsze już w dniu następnym były, naszym zdaniem, najgorszymi imionami świata. I tak trwaliśmy w zawieszeniu wiedząc jedynie, że imię naszej Córki (tak samo, jak nasze imiona) będzie na literę M. Zawęziliśmy krąg poszukiwań do minimum i tym samym wielkie dylematy ustąpiły miejsca wahaniu się między dwoma imionami. Ostateczne starcie między Marią a Marceliną pozytywnie rozpatrzyliśmy na rzecz tej pierwszej.

Czym kierowaliśmy się wybierając imię dla naszej dziewczynki?
Zdecydowanie nie były to sentymenty (chociaż imię Marysia bardzo dobrze nam się kojarzy). Marysia nie odziedziczy też imienia po żadnym z członków naszej rodziny, bo zwyczajnie nie zależało nam na tym, by imię naszej córki widniało już wcześniej w jednym z dwóch drzew genealogicznych (choć zapewne w każdej z naszych rodzin doszukalibyśmy się jakiejś Marii, która była dla nas przysłowiową siódmą wodą po kisielu). Mania to imię, które zwyczajnie nam się podoba, przypadło nam do gustu i zostało na dłużej.

Marysia? Czy nie kojarzy nam się z Sierotką Marysią (nie z postacią z bajki, ale z gapą)? Co, jeśli w przyszłości będzie tak nazywana?

Szczerze? Jeśli wychowamy Ją na gapę, to czy jakiekolwiek inne imię będzie w stanie uchronić Ją przed wyzwiskami? Nie sądzę. Jeśli zrobimy z dziecka „życiową dupę” to i najbardziej pospolitego imienia nie będzie w stanie obronić. Imię z dziecka „sierotki” nie zrobi i nasza – rodziców – w tym głowa. Amen.

Bądź z nami bardziej:
FACEBOOK
INSTAGRAM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *