Tego wpisu miało nie być. Miało też nie być  niedzielnego spaceru i trzymania się za ręce. Miał być odwet za dzień poprzedni. Wpis ten sponsorowany jest przez kobiecą złośliwość
i próbę utarcia nosa.

Wyobraź sobie następującą sytuacje: jest sobota, a właściwie późny, sobotni wieczór. Wracacie z baru: Ty po wiadrze herbaty i nietuczącej rzecz jasna szarlotce z lodami on po kilku piwach (ani pijany, ani wstawiony, ani nic). Ty zmęczona po walce ze stertą garów, górą prasowania, która nadal górą pozostała, mimo że walczyłaś z nią dopóty, dopóki gary nie zaczęły przywoływać Cię do porządku, zasypiasz nad tą herbatą i śmiejesz się, bo wszyscy się śmieją, to nic, że na chwilę odleciałaś i pojęcia nie masz o co chodzi – uśmiechasz się i machasz! On jak ryba w wódzie, (ups!) to znaczy w wodzie, króluje tego wieczoru, nie dostrzega Twojego ostentacyjnego ziewania i za nic ma Twoje zmęczenie. Jedyna trzeźwa w towarzystwie osoba śpi pod stołem i nikogo to nie dziwi? No dobra popłynęłam, nie spałaś, ale było bliżej niż blisko. Po głębszym (albo czterech głębszych :D) namyśleniu postanawia przenieść imprezę do domu. I…nie, nie to jeszcze nie jest powód do złości. Tobie zaproponował samotny wieczór w sypialni, przecież właśnie o tym marzysz, prawda?

Do domu wracacie jednak sami. Nagle ożywasz. Szybka kąpiel, film, którego jeszcze nie widzieliście i koniecznie musicie nadrobić tę zaległość. I w tym momencie Twój pełen życia, chętny do całonocnego imprezowania facet, zasypia, nie ze zmęczenia, z nudów. Kurtyna.

Dlaczego ten wpis sponsorowany jest przez złośliwość kobiecą? Bo nic nie utrze facetowi nosa tak bardzo, jak zaproponowany przez niego spacer, na który wybierasz się nie z nim, a z siostrą, w uwielbianej przez niego mini, bez telefonu, bliżej nie określając godziny powrotu (sesese!!!). Wiem, że mnie rozumiesz.

SPÓDNICA – H&M
KOSZULA – HOUSE
KURTKA – CARRY
SWETEREK – BERSHKA
BUTY – CCC
KOLCZYKI, NASZYJNIK – ANIA KRUK