Dramat minionej soboty z histeryczką w roli głównej.

DSC_0300

Karma wraca, a właściwie wywraca człowieka w najmniej odpowiednim momencie. Oczywiście, że odpicowana i gotowa do wyjścia ześlizgniesz się ze schodów, a białą bluzkę, którą aktualnie na siebie włożyłaś, od dziś spokojnie możesz prać w perwollu black magic. Uwierzcie mi na słowo – to nie reklama substancji do prania, to dramat minionej soboty z histeryczką w roli głównej.

Wszystko zaczęło się od vlogowania. Jasne, że nie ja, a cały ogrom panien z idealnie ułożoną fryzurą i makijażem perfekcyjnym niczym porządek w domu Małgorzaty Rozenek, zwrócił uwagę na mój ponadczasowy look. Internet odpicowanych prowokuje, by sięgnąć po prostownicę i podkręcić jak zwykle wyprostowane włosy. Takie to proste, że aż banalne: nawijasz na prostownicę tak, by odwróciła się o 360 stopni. Co kurde? Zdecydowanie łatwiej byłoby, gdybyś nie była kompletną nogą z matematyki! Doskonale wiesz, ile to 360 stopni, ale dlaczego do cholery ich 360 nie kończy się poparzeniem trzeciego stopnia, a w twoim przypadku, każdy kolejny lok jest przyczyną poparzonych palców, ostatecznie dłoni i czoła też? 

1Głowa pod kran i dajesz od nowa! Łatwiej byłoby, gdybyś miała choć odrobinę intymności. Czy akurat wtedy, kiedy wyglądasz jak mop, a mimika Twojej twarzy wyraźnie wskazuje na to, że nie masz ochoty na zaczepki, a tym bardziej na czułości, Twój niezawodny facet musi cię pocieszyć i przypomnieć, jak bardzo jesteście spóźnieni? Jak zwykle zapewnia, że jesteś najpiękniejszą kobietą pod słońcem, zapewne sam w to nie wierzy, ale co ma powiedzieć, skoro obłęd w twoich oczach daje do zrozumienia, że masz zamiar zjeść tą prostownicę razem z boginiami internetu, które swoją fryzurę ogarnęły w 8 minut! A biedna Ty, po ośmiu godzinach stania przed lustrem, po raz kolejny zamaczasz spalone włosy, które szorujesz jeszcze bardziej spalonymi rękoma, by kolejny raz spalić się ze wstydu, w momencie, kiedy Twój facet będzie opowiadał znajomym o Twoim domowym salonie piękności. 

Żółta sukienka już czeka (wróć, sukienka jest koloru limonki, taka trendy, taka łał), pół dnia wysychała, byś mogła założyć ją świeżutką i pachnącą (upss…znów o tym praniu – nie, nie reklamuję ani frani, ani też innego prania w rzece). Po wystawieniu nosa na świeże powietrze wiesz, że sukienka, choć piękna, to kompletnie niedostosowana do pogody. Pomijając fakt, że wyprałaś ją dwie godziny przed wyjściem i kapie z niej jak z wodospadu i jeszcze to, że jest to jedyny ciuch, który masz aktualnie przy sobie (nie licząc dresu, w którym sypiasz, gotujesz, sprzątasz, pierzesz(!), słowem – dresu, który jest wielofunkcyjnym strojem niewyjściowym) próbujesz dodzwonić się do domu. Niezastąpiona rodzinka pędzi z wybawieniem, by jak zwykle przynieść wszystko oprócz najistotniejszego. Rzec by można szczególik, pasek do spodni, którego i tak nie będzie widać w zastępczym uniformie imprezowym. Nikt nawet nie zwróci uwagi na to, że go na sobie nie masz. Za to każdy z radością popatrzy na Twoją gołą dupę, gdy ów drobiażdżek będzie spoczywał na dnie szuflady. Tym razem nie chcesz być gwiazdą imprezy, więc zamiast świecić golizną poproś o pomoc drugą część rodziny.

2Oczywiście żarty z Twojego nieszczęścia śmieszą do rozpuku wszystkich oprócz Ciebie, nie dziw się, jeśli w przeciągu godziny dostaniesz telefon od ciotki z ameryki z wiadomością, że na gwiazdkę szykuje dla Ciebie szelki, coby nikt nie musiał zerkać na Twoją bieliznę, ewentualnie dla oszczędzenia babce zawału. Ot taka zwała.

O tym tyłku to jeszcze nie koniec. Jeszcze cię zaboli, gdyż pantofle, na obcasie tak płaskim, że niższego już nie znajdziesz, postanowią urządzić sobie lodowisko na klatce schodowej. Więc leżysz ze łzami w oczach i gdzieś między zerkającymi na Ciebie sąsiadami znajdujesz jego wzrok. Zamiast Cię pocieszać to jeszcze Ci oznajmia, że karma wraca (ale przecież Ty nie jesteś głodna, Ciebie boli!). I że paskudna Ty, byłaś na tyle nie do zniesienia, że właściwie to nikomu nie jest Ciebie żal. Słyszałaś przysłowie, że z rodziną to najlepiej na zdjęciach?
Teraz już wiesz, jak bardzo jest prawdziwe! 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *