Coś o miłości i może jeszcze morze? może!

35

Emocje jeszcze nie opadły, a na widok niewielkich wiatraczków w białe groszki wzruszam się i biegnę czym prędzej w stronę komputera, aby raz jeszcze nacieszyć oczy. Kiedy już znajdę wśród miliona folderów ten właściwy – zatracam się w przeglądaniu zdjęć, oczywiście tych ze mną, właśnie je lubię najbardziej.  

 Teoretycznie się postarzałam – no cóż, raz w roku, w okresie zimowym  nieświadomie przygarniam kilka niechcianych zmarszczek. Może najlepiej one nie wyglądają, ale w dzisiejszych czasach kosmetyki są w stanie przykryć wszystko, dosłownie. Mam to szczęście – urodziny w okresie karnawałowym – o maskę nie trudno, więc i na przyszłość problemów nie przewiduję. Czasem lepiej bać się maski niż własnego odbicia w lustrze – dla wspólnego dobra już dziś obiecuję, że oszczędzę wszystkim nieprzyjemnego widoku.
23

Odliczanie do TEGO dnia trwało od ponad miesiąca – nie, nie popadłam w samozachwyt i nie twierdzę iż moje osobiste święto jest ważniejsze niż którekolwiek święto religijne czy narodowe – to lista naszej prawie czteroletniej wydłużała się z każdym dniem, a my przecież świeczki dmuchamy niemalże razem. Kilkudniowy poślizg jest działaniem celowym, przecież z każdym dniem można dopisać coś do za długiej o kilkadziesiąt pozycji listy niemałych zachcianek. Przyjemne z pożytecznym – ja ciociu wymienię pozycje, które mogłabyś (musisz!) mi podarować i tym samym przypomnę Ci o Twoim święcie, ale podkreślam, że jest to błahe święto w porównaniu do mojego.

13Mam urodziny – w kalendarzu odnotowuję po raz pierwszy obchodzone dzień po, a nie w walentynki święto. Prezenty nie przerażały nadmierną ilością różu tudzież innej tandety, więc i to zapisuję, by upamiętnić cenną chwilę.

Obudził mnie najpiękniejszy, mogłabym na niego patrzeć przez cały dzień, gdyby nie wcześniej umówiony obiad. Jest cudowny, przechwalam się nim jak dziecko i zarażam uśmiechem domowników, namawiając tym samym, żeby go podziwiali – nie, nie Mirka – urodzinowy prezent – co prawda od niego, ale to nie w jego twarz wpatrywałam się tym razem (może to i dobrze, bo z maszynką do golenia spotyka się coraz rzadziej, nie żeby się na nią obraził czy coś – przecież mężczyźni nie strzelają fochów, oni po prostu nie mają chwili, aby podłączyć tak skomplikowane urządzenie do ładowarki, czasochłonne to i takie męczące…).

 W prezencie dostałam wspomnienia – te z przeszłości i na przyszłość. W domu wszyscy już widzieli, a i w pracy pochwalić się nie zapomniałam, teraz kolej na Was – nacieszcie oczy moim szczęściem (jak powyżej nie mam tu na myśli towarzysza owej wycieczki, a piękne widoki i jeszcze piękniejszą siebie).
17 (2)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *