Marazm dnia powszedniego – w stonowanych kolorach

3

MARAZM DNIA POWSZEDNIEGO:

Niczym spożywanie każdego dnia tej samej kanapki, z nudnym i znienawidzonym już serkiem A., chlebem powszednim stało się zaglądanie do tych samych książek, by po raz kolejny poprawić błędy, w poprawianej każdego dnia pracy licencjackiej. To właśnie codzienne czytanie jej przyspieszyło nieco naukę i sprawiło, że obrona owej pracy była czystą formalnością, a nawet nie skłamię, kiedy napiszę, że był to jeden z przyjemniejszych egzaminów w przeciągu ostatnich trzech lat (ej rutyno, dzięki za piąteczkę!).

Czytaj dalej