Przyszliśmy podzielić się z Wami naszym największym (najmniejszym?) szczęściem. Szczęściem, które przyzwyczaiło, że droga z sypialni do łazienki jest jedyną właściwą trasą w ciągu dnia. Szczęściem, które udowadnia, że oprócz powideł śliwkowych toleruję wyłącznie herbatę. Później nie toleruję już nawet wody. Szczęściem, które wbrew wszystkim matematycznym zasadom udowadnia, że (szczęśliwa) para to nie dwa, a dwa plus jeden. Oficjalnie informujemy: BĘDZIEMY RODZICAMI.

Tak wcześnie czy tak późno, czyli dlaczego informujemy Was w 15 tygodniu ciąży?

Mieliście kiedyś poczucie, że „życie Was przytyrało”? My mówiliśmy i czuliśmy się tak wielokrotnie, jednak teraz życie poleciało po bandzie – było ostro.

Niepewność.

Dotychczas twierdziłam, że jedyna różnica między ginekologiem płci męskiej a ginekologiem płci pięknej jest taka, że babie do baby bardziej po drodze. Jak się później okazało – nic bardziej mylnego. W poszukiwaniu odpowiedniego lekarza przekopaliśmy Internety wzdłuż i wszerz. Ostatecznie wybraliśmy specjalistkę z polecenia, którą Internety wychwalają pod niebiosa, że cud kobieta, że najlepsza w tej dziedzinie, słowem: zna się na rzeczy. Każdą diagnozę i zalecenie traktowaliśmy, więc super poważnie i przez ponad dwa miesiące żyliśmy z duszą na ramieniu i wypłatą w aptece. Niepotrzebnie. Jedyne słuszne zalecenie to: ZMIANA LEKARZA w trybie natychmiastowym. Morza łez i nerwów, które nam towarzyszyły nie zapomnimy nigdy, dlatego jeśli nie jesteście pewni i chcecie sobie oszczędzić niepotrzebnego stresu- nie bójcie się konsultować Waszych obaw z innymi specjalistami.

Mdłości nie tylko poranne.

Jeszcze przypominało ziarenko fasoli, ledwo co osiągnęło swój pierwszy centymetr, a już Jego fanaberie dotyczące jedzenia przewyższały wymagania największych krytyków kulinarnych. Dziecko będziemy mieć maksymalnie wybredne, tak więc częściej niż do kuchni kursujemy do łazienki, która z czasem towarzyszy nam częściej niż sam tata. W 15 tygodniu mamy brzuch jak arbuz, a kilogramami nie dobijamy jeszcze do wagi sprzed ciąży.

Inne dolegliwości. 

Jeśli wpiszecie w wyszukiwarce hasło „dolegliwości ciążowe”, możecie być pewni, że przebrnęliśmy przez nie wszystkie. Począwszy od wspomnianych wyżej mdłości po ślinotoki i inne niespodziewane omdlenia w spożywczaku.

Hasło demotywator.

Towarzyszy nam i naszym dolegliwościom od początku. Hasło działające jak miód na uszy każdej przyszłej matki, której nieprzyjemne dolegliwości przysłaniają rosnące w niej szczęście: CIĄŻA TO NIE CHOROBA.

P.S. Na katar, proszę panów, też się nie umiera.

Uprzejmie prosimy o usprawiedliwienie naszej nieobecności 🙂

Bądź z nami bardziej:
FACEBOOK
INSTAGRAM