All I want for Christmas is You. Po prostu.

23 GRUDNIA

Zeszłoroczne ozdoby odkurzone, bo na salony (no dobra – do salonu) wjeżdża choinka!

24 GRUDNIA

Przejedzenie w święta to właściwie obowiązek przeciętnego zjadacza chleba zasiadającego przy wigilijnym stole. Maria tradycję zaakceptowała: najada się “po kokardę” i woła o więcej – i co z tego, że wylatuje z każdej strony? – musi być grubo i na zapas!
Niby wszystko tak samo, a jednak piękniej. Pierwsze święta młodych rodziców z małą Manią, mimo wiecznie zafajdanej pieluchy i klejących się ze zmęczenia oczu, podtrzymywanych na rusztowaniach z zapałek, w pamięci zostaną na zawsze. Trzy sztuki po raz pierwszy!

25 GRUDNIA

Chwała temu, który wzbogacił dietę matki karmiącej o kilkaset dodatkowych kalorii. Jeszcze jeden kawałek sernika? Tak, poproszę!

26 GRUDNIA

Chata pęka w szwach: gości tyle, że prócz talerzy z różnych parafii szczycimy się też deficytem krzeseł. Świąteczny obiad przypomina więc weselną zabawę – komu braknie siedzenia, ten dupa na kanapę i talerz w dłoń. Odrobina miejsca znajdzie się ewentualnie pod stołem, jednak tego zaszczytu dostąpią wyłącznie dbający o higienę – ci, którzy niemalże po każdym kęsie gardło przepłukują czystą! Matek karmiących kolejka nie obowiązuje, popijam więc w biegu sinego z zimna ziemniaka łykiem wody i pędzę co sił w nogach w stronę tej, która głód sygnalizuje najgłośniej.

27 GRUDNIA

To dzień małych (WIELKICH) sukcesów: bilirubina spada, więc bitwę o pierwsze miejsce w kolejce do laboratorium kończymy czterema sukcesami i z czterema śladami po igłach w noworodkowych stopach, rośniemy szybciej niż drożdżowe przy kaloryferze – waga pokazuje już 3630 gramów, a z listy “pierwszych” odhaczamy spacer “wkoło płota”. Spakowani jak na miesięczną tułaczkę, ubrani jak na Syberię, podekscytowani niczym przed pierwszą randką, z zegarkiem w ręku – idziemy. Wciąż spoglądamy na tykającą wyrocznię – zegarek – coby nie przekroczyć podręcznikowych dwudziestu minut i żeby nie wracać do domu z wywalonym jęzorem. Ojciec nie książę z bajki, Matka nie Kopciuszek – do domu wracamy na czas, w pantofelkach. Nie odnotowujemy dziecięcych łez, odmrożonych kończyn i kataru – jest sukces! Maria zasypia niewzruszona wyprawą, a tuż obok padają jak muchy, upoceni po pachy starzy.

28 GRUDNIA

Tęsknię za Nią między drzemkami, a jak tylko się obudzi, robię wszystko, by oddała się w objęcia Morfeusza – zdecydowanie łatwiej zrozumieć matematykę niż Matkę.
Przecież, gdyby w domu wszystko “samo się…” mogłabym Ją tulić wiecznie, jednak okazuje się, że i pranie, i góra naczyń nie są samowystarczalne. Mało tego – one zdecydowanie potrzebują kobiecej ręki, ponieważ w męskiej naczynia kończą w okrojonym składzie, a uprana odzież w magiczny sposób zmienia kolory. Osobiście uważam, że matki powinno się klonować i dołączać po dwie sztuki do szpitalnej wyprawki dla noworodków, o!

29 GRUDNIA

Państwu M. stuknęła piąta rocznica – mamy sukces – siwych włosów nie przybyło. W tym czasie zdążyliśmy jednak pokłócić się setki razy, co niejednokrotnie było powodem przeprowadzki na kilka godzin, parę bloków dalej, i pogodzić tyle samo. Pięć lat to miliony pocałunków, tysiące przegadanych godzin i nieco mniej kwiatów z okazji 29 dnia każdego miesiąca (no…prawie każdego). Pięć lat to kałuże łez wylanych ze złości lub z bezsilności i ocean łez wzruszenia – ona. Pięć lat to łzy szczęścia, których rzekomo miało nie być…to nie ocean, a nawet nie kałuże, a płynące, od wielkiego dzwonu, krople w arcyważnych dla nas momentach. Pięć lat to miłość, którą zdążyliśmy pomnożyć.

30 GRUDNIA

Dzień pomylił nam się z nocą…odsypiamy więc wszystkie bezsenne.

31 GRUDNIA

Zapowiadał się Sylwester z dwójką (ukochanych osób), a miałam całonocną imprezę z kolką. Tańczyłam więc połamańca w rytm irytujących dźwięków wydawanych z wnętrza bezradnego w ten dzień szumisia. Walczyłam ze sobą, by dotrwać do dwunastej i wypić kieliszek wody. Jaki Sylwester, taki cały rok (jak dobrze, że nie całe życie…).

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie nam bardzo miło, jeśli go udostępnisz na swoim Facebooku :)!