Przedświątecznie informujemy, że możemy obudzić się z ręką w nocniku (dzięki Bogu za kanapki z serem!). Tegoroczne przygotowania do świąt zostały zdegradowane przez małą Marynię, która udowodniła, że bez bigosu mogą być one równie piękne, jak wszystkie poprzednie, ba ! będą zdecydowanie piękniejsze, bo Starzy oszaleli z miłości.

15 GRUDNIA

Zachwycam się każdą sekundą naszego nowego życia. Łapię uciekające przez palce chwile i błagam, by pędzący jak szalony, czas zatrzymał się specjalnie dla nas.

16 GRUDNIA

Marysia przyjmuje swoich pierwszych gości, zbiera całusy i komplementy w niezliczonych ilościach. Przy kawie (i cycu) lub kawie z mlekiem (nie z cyca) opowiadamy za każdym razem tę samą historię, dzięki której jesteśmy RODZINĄ – najpiękniejsze chwile dzieją się tu i teraz.

17 GRUDNIA

Przywłaszczam sobie każdy Jej nieświadomy uśmiech i każde spojrzenie, rozbiegających się w różne strony świata, oczu też sobie przywłaszczam. Mogłabym spędzać dni z Nią wtuloną w moje ramiona i obserwować spokojny sen Dziecka, które co sekundę zmienia minki na coraz słodsze, a te zdecydowanie wynagradzają wszystkie nieprzespane godziny. Piękniejszego prezentu od życia nie mogłam dostać (i to tuż przed świętami!).

18 GRUDNIA

Dokładnie tydzień temu oszalałam z miłości. Od zawsze wiedziałam, że miłość od pierwszego wejrzenia istnieje. Nawet wtedy, gdy pukano się w głowę, kiedy rozczulona o niej opowiadałam, wierzyłam, że istnieje, ale być może nie każdemu dane jest jej doświadczyć. Aby zakochać się od pierwszego wejrzenia, wystarczy sobie tę Miłość urodzić. I choćby ważyła trzy z groszem, zapewniam, że będzie to Miłość największa, taka, dla której warto poświęcić dosłownie wszystko. Miłość, która nie liczy rozstępów, nie pamięta ciążowych dolegliwości, a skurcze porodowe wspomina ze łzą wzruszenia. Miłości tej i anyżowa herbata niestraszna, mimo że sam jej zapach jeszcze chwilę temu drażnił wrażliwe nozdrza Matki.
Mamy tydzień i 3250 g czystej Miłości – Marynia rośnie jak na drożdżach!

19 GRUDNIA

Jak nie urok to sraczka… Jak nie żółtaczka Maryni to wysypka Matki.

20 GRUDNIA

Zamiast spać, tulimy się, głaszczemy, nosimy, chuchamy i dmuchamy, by na końcu paść ze zmęczenia. Pierwsza noc z nieodkładalną Marysią odhaczona – nie, nie czekamy z niecierpliwością na więcej, choć i tak będzie nam dane. Nawet nie ukrywam zmęczenia pod toną makijażu. Bujam się w rytm kołysanek z Nieodkładalną pod pachą – lubię te nasze nieporadne pląsy, o ile kończą się snem, a nie owocują w dziecięcy łzy.

21 GRUDNIA

Cała ta świąteczna bieganina w tym roku nas omija. Jedyne, co udało nam się zorganizować, to szybki wypad po choinkę z duszą na ramieniu. Na strojenie przyjdzie czas – planujemy przystroić drzewko jeszcze w tym roku, jednak wszystko, co ważne i ważniejsze organizuje rodzicom czas co do sekundy – może być ciężko! Na balkonie, w minus kilku stopniach, stoi i zwiesza gałęzie. Mamy plan wygospodarować czas między drzemkami, by atmosferę świąt przenieść z balkonu do salonu (pół metra targania i godzina ozdabiania – tyle nam trzeba), jednak plany Mamy z rzeczywistością nie mają nic wspólnego – Maria dyktuje warunki. Z niecierpliwością czekamy na ten magiczny czas, do organizacji którego w tym roku nawet palca nie przyłożyliśmy. Święta się odbędą, choćby bigosu miało nie być.

22 GRUDNIA

Coraz zimniejszy obiad zjadam minimum na trzy raty, powoli zapominam smak gorącej herbaty i wdzięczna jestem za każdy łyk wody z podstawianego pod nos od czasu do czasu kubka – mother’s life pełną gębą!

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie nam bardzo miło, jeśli go udostępnisz na swoim Facebooku :)!