Ciężarne mają ten przywilej, że z łatwością wybacza się im przekroczone limity. I tak na przykład nadmierne obżarstwo przyszłej Matki tłumaczy się podwójnym apetytem, a lenistwo i zasypianie “gdzie popadnie” zmęczeniem za dwóch. Spoko – korzystajmy – jak nie teraz, to kiedy?


Osobiście pozwalam sobie na przekraczanie jeszcze jednej granicy, a mianowicie: marudzę ponad normę, a efektem moich narzekań są poniższe przykazania. To takie 10 przykazań przyszłej Matki, które godnie zastąpią wszelkie naklejki ścienne pod tytułem W naszym domu… . W naszych czterech ścianach zasady są proste: nie sprzeciwiaj się ciężarnej plus dziesięć niżej wymienionych:

1. Obudź mnie, proszę, za X* tygodni.
To powiedzenie powstało z bezsilności, która daje się we znaki zdecydowanie zbyt często i częstuje dolegliwościami, na których przesyt cierpi już nie tylko Matka, ale oboje rodziców. Zasnąć i obudzić się tuż przed porodem tylko i aż po to, by uniknąć zgagi, bólu kręgosłupa czy innych rarytasów serwowanych przez trzeci trymestr – byłoby pięknie.

(*X jest liczbą tygodni, które z niecierpliwością odliczamy do porodu :))

2. Nie mogę doczekać się jutrzejszego obiadu.
To z głodu. Kiedy ni stąd, ni zowąd, w samym środku nocy Maleństwo upomina się o pierwsze śniadanie. Mamy to szczęście, że o tej porze to i kromką chleba się zadowoli, tylko biednej Matce na samą myśl o obiedzie ślinka cieknie, ale gdy tylko przypomni sobie, że przy tych garach, na tych opuchniętych nogach musi wystać, wilczy apetyt znika bez śladu.

3. Zostaję dziś w łóżku.
Nie, to nie jest zaproszenie  (jak mogłoby się wydawać), a informacja, że śniadanie należy podać i cała reszta posiłków również będzie mile widziana.

4. Matka ma dziś urlop od życia. 
Nie, nie tknęłam sterty rzeczy przygotowanych do prasowania, która rośnie wprost proporcjonalnie do lenistwa przyszłej Matki, a na obiad znów odgrzewane kotlety.

5. Kopnij Ojca. Matce już na dzisiaj wystarczy.
Akcja – kapitulacja. Apeluję do Mieszkanki mojego brzucha o odrobinę litości dla własnych wnętrzności i błagam o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby,co kończy się jak zwykle – jeszcze solidniejszym kopniakiem.

6. Tylko nie po żołądku, błagam.
Codzienna prośba do głaszczącego brzuszek przyszłego Ojca, który przemawia do Córki i wygłupia się z Panną tuż po obfitym obiedzie.

7. -Ałłłł…
– Co się dzieje?!
– Boli!!!
– Ale co, gdzie?!
– Właściwie to nie wiem. Chyba wszystko, wszędzie.
Facet. Od miesięcy trąbisz, że “Ałłłł…” to znaczy, że Dziecko aktualnie serwuje zgagę, bądź bóle kręgosłupa tudzież inną dolegliwość z niekończącej się listy upierdliwości ciążowych, a najczęściej cały ich pakiet. Najlepszym lekarstwem na “Ałłł…” jest całus (ten w czółko) i przypomnienie, że z przyszłej Matki to całkiem niezła superhero.

8. Pomóż mi wstać.
Krótka piłka – dosłownie. Co prawda turlam się z boku na bok, ale są takie sytuacje, w których brzuszek w ciąży mi ciąży i bez pomocnej dłoni ani drgnie.

9. Dziecku odmówisz?
To w razie, gdyby facet nie miał ochoty na nocny maraton po sklepach i ośmieliłby się odmówić zaspokojenia potrzeb przyszłej Matki, wiem, że Dziecku się nie sprzeciwi. 
To ostatnia deska ratunku – szantaż emocjonalny – wykorzystywany wyłącznie w razie nagłej zachcianki, której pękająca w szwach, od nadmiaru produktów, lodówka nie jest w stanie zaspokoić (nawet jeśli próbowałam już wszystkiego).

10. Jak to nie ma czekolady?
Dziewięć miesięcy to już prawie tradycja, a minimum przyzwyczajenie, więc ani myślimy odmówić sobie dziennej porcji czekolady. Ma być i kropka.

A Wy Dziewczyny, miałyście jakieś ciążowe powiedzonka, którymi częstowałyście swoich bliskich w ramach ulżenia sobie samej?

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie nam bardzo miło, jeśli go udostępnisz na swoim Facebooku :)!