Mario, utarłyśmy nosa wszystkim niedowiarkom: grudzień witamy w dwupaku – brawo my!

1 GRUDNIA

W tym roku nasze kalendarze (niekoniecznie te adwentowe) zatrzymają się na chwilę nieco szybciej niż te coroczne, nastawione na odliczanie dni do świąt. Tym razem odliczamy czas do przyjścia na świat naszej Córeczki, tak więc święta w tym roku będą dla nas podwójnie magiczne!

Przyszła Matka marzy o weekendowym lepieniu pierogów i o pieczeniu pierniczków (no dobra o jedzeniu też i o tym niesamowitym, zapachu, który zdaje się odrobinę zbliżać do świąt). Pichcenie w pozycji półleżącej może ocierać się o cud, ale czy nie o cuda w tych całych przedświątecznych przygotowaniach chodzi? Się nie poddaję: zakasam rękawy z nadzieją, że niesprawiedliwy podział obowiązków, którymi w większości mam zamiar obarczyć nieświadomego Ojca, zostanie zaakceptowany. Osobiście piszę się na wykrawanie kształtów i lukrowanie ciastek, natomiast w ręce Ojca oddamy wałkowanie i całą brudną robotę związaną ze sprzątaniem po produkcji (w tym roku niekoniecznie masowej).

2 GRUDNIA

Dzisiejsza noc przeszła nam koło nosa – do łóżka kładłyśmy się tuż przed piątą nad ranem. Nic więc dziwnego, że pierwsze śniadanie mimowolnie zostało przełożone na godzinę czternastą (na szczęście tosty o każdej porze dnia i nocy smakują równie dobrze), a obiad serwujemy zamiast kolacji. To będzie krótki dzień i kolejna niekończąca się noc…

Całe w mące meldujemy, że wkręciłyśmy Ojca w wałkowanie. Akcja – piernik – zakończona sukcesem. Matka niczym Kopciuszek ostatnie ciastka wyciągnęła z pieca tuż przed północą i zwinęła się z kuchni tak prędko, że nawet pantofelka zapomniała zostawić. Zamiast buta zostawiła Ojcu kilka ton naczyń do umycia i ślady z mąki, coby drogi do sypialni po pracowitej nocy nie zgubił.

Jeśli zdjęcia miałyby zapach, to poniższe byłyby najpiękniej pachnącymi fotografiami na całym blogu – magia nadchodzących świąt unosi się w powietrzu:

3 GRUDNIA

Na ostatnich nogach wędrujemy po galerii handlowej, by dokupić ostatnie prezenty pod choinkę i (albo przede wszystkim) wzbogacić garderobę naszej M. o świąteczną stylizację.

Budżet rodzinny jak zwykle nadszarpnięty, co oznacza, że zakupy bardzo udane! Drogę powrotną umilają nam świąteczne piosenki i ciężarówka (nie! nie Matka! Samochód!), a próba wyprzedzenia jej zdaje się trwać dłużej niż droga powrotna ogółem. Chcąc ominąć wyboje, powodujące dyskomfort dla mojego już pełnego żołądka, wydłużyłam podróż o kilkadziesiąt minut – brawo dla przyszłej Matki i jej ciążowych dolegliwości!

A wieczór? Spędzamy we troje: Mama: zajada nerwy mandarynkami i innymi smakołykami, o których wstyd mówić, i których ciężarnej na receptę nikt nie zapisze, ale na chandrę to owszem; Tata: ma czas wolny, więc jak zwykle, pracuje; a Maria: tupie nogą, żądając kolejnej porcji niekoniecznie zdrowych przekąsek, by chwilę później zaserwować Matce ból brzucha jak stąd do Ameryki.

P.S. Śniegu napadało jak na lekarstwo, a my się zachwycamy, bo to ten pierwszy!

4 GRUDNIA

Jeżeli lukrowanie pójdzie nam w takim tempie, jak do tej pory, to ostatnie pierniki będziemy ozdabiać na porodówce.

5 GRUDNIA

Ten dzień, od samego rana aż do późnego wieczora, nie tylko smakuje, ale i pachnie mandarynką.

Wyspałyśmy się za wszystkie czasy, ale z lukrowaniem choinek nadal jesteśmy w lesie. Obawiam się, że w tym roku na świątecznym stole będzie królował minimalizm, a brak lukru na piernikach zamierzam tłumaczyć dietą i próbą powrotu do formy sprzed porodu – opon było zdecydowanie mniej. To co, odpuszczamy, czy pacnąć ciastka słodyczą tak wiecie…od niechcenia?

6 GRUDNIA 

W liście do Mikołaja, którego ostatecznie nie wysłałam, prosiłam o dwie rzeczy: o odrobinę świętego spokoju oraz o ostatnią już (przed porodem) porcję makaronu w sosie bolognese. Ani jednej z nich nie znalazłam w bucie. O ile brak spaghetti w zimowym obuwiu jestem w stanie zrozumieć, o tyle deficyt świętego spokoju rozczarował mnie nie na żarty. Podpisano: Rozżalona Matka.

7 GRUDNIA

Do kolekcji ciążowych dolegliwości dołączają kolejne, coby Matka na własnej skórze zdążyła doświadczyć wszystkich możliwych rarytasów serwowanych przez stan błogosławiony – jest bosko! Mario, pospiesz się łaskawie, bo szykuję już białą flagę!

P.S. Sponsorem wigilijnych pierogów tym razem będzie babcia, ewentualnie supermarket – Matka składa broń (to znaczy wałek)!

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie nam bardzo miło, jeśli go udostępnisz na swoim Facebooku :)!